Ile mocy da się wykrzesać z popularnego Władimirca T25A? Sprawdził to Marcin Świątek dokładając do swego ciągnika kompresor i intercooler. Podczas hamowania ciągnika dwa lata temu pomiar wykazał aż 42 KM. To o ponad 10 koni więcej od tego, co Władimirec oferował fabrycznie.

Marcina Świątka spotkaliśmy w Woli Rasztowskiej w trakcie zlotu starych ciągników. Jak mówi, uczestniczy w tej imprezie od kilku lat i co roku jego stuningowany Władimirec pochodzący z 1983 roku cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem.

– Przerabiam ten traktor od czterech lat. Tak naprawdę wszystko zaczęło się od tego, że na YouTube na kanale Kris Kondracki naoglądałem się filmów o ursusowskiej trzydziestce z dołożonym kompresorem. Pomyślałem, że skoro w takim traktorze dało się to zrobić, to dlaczego nie miałoby się udać w Władimircu, skoro oba traktory mają silniki dwucylindrowe – mówi Marcin Świątek. – We wspomnianym Ursusie był zamocowany kompresor marki Eaton, znany m.in. z silników Mercedesa, który niestety jest dosyć drogi, bo trzeba za niego zapłacić ponad 1000 zł. Postawiłem na tańszy kompresor pochodzący z silnika 1,4 TSI, który był montowany w Volkswagenie Golfie. Był w idealnym stanie, ponieważ pochodził z auta z przebiegiem około 140 tys. km. Za kompresor zapłaciłem 300 zł. Przed jego zamocowaniem nic nie liczyłem i niczego nie mierzyłem. Postawiłem na metodę „prób i błędów”.

– Jakie są zalety Władimirca T25A? Przede wszystkim skrzynia z 8 biegami do przodu i 6 do tyłu, która pozwala poruszać się z taką samą prędkością w obu kierunkach. Atutem jest też to, że silnik jest chłodzony powietrzem. Przez to zimą nie ma problemów z zamarzaniem płynu – mówi Marcin Świątek, który posiada dwa takie traktory.

Przed rozpoczęciem prac konstruktor postawił sobie za cel, aby modyfikacje wprowadzane w T25A były odwracalne, czyli można było z powrotem powrócić do oryginalnej wersji. Kompresor został zamocowany na dorobionej podstawie. Dodano także wspornik stabilizujący całą konstrukcję.

– Kompresor, w przeciwieństwie do turbosprężarki, ma własny, zamknięty układ smarowania, dzięki czemu nie wymaga podłączenia do układu olejowego silnika. I to jest duże ułatwienie przy montażu. Trzeba jednak doprowadzić do niego napęd – opisuje właściciel traktora. – Zrobiłem to tak, że wymieniłem rolkę przy kompresorze z wielorowkowej na pojedynczą i połączyłem ją paskiem klinowym z dodatkowym kołem przy silniku. Niestety podczas pracy w polu pojawiły się problemy. Pasek się urywał i praktycznie co dwie godziny trzeba było go wymieniać. Wróciłem więc do fabrycznej rolki kompresora, wymieniając także koło pasowe przy silniku na wielorowkowe. Od tego momentu nie dochodziło do zrywania paska.

Kompresor pochodzi z silnika 1,4 TSI stosowanego m.in. w Volkswagenie Golfie. Intercooler jest z Passata B5, a zamocowany nad nim wentylator to element pochodzący z samochodu sportowego.

Po wykonanej modyfikacji traktor został zaprezentowany na jednym ze zlotów. Podczas tej imprezy podłączona została do niego hamownia. Okazało się, że osiągnął tylko 32 konie. Tylko, ponieważ seryjnie T25A z silnikiem w dobrej kondycji generuje 31 KM.

– Zawiodłem się. Liczyłem na więcej. Postanowiłem jednak działać i zmieniłem koła pasowe, co przyniosło zwiększenie ciśnienia doładowania z 0,5 do 0,7 bara. Dołożyłem intercooler z VW Passata B5, nad którym umieściłem wentylator ze sportowego samochodu. Aby to wszystko się zmieściło konieczne było wykonanie wlotu w górnej części maski – opowiada Marcin Świątek. – Przerobiłem także układ paliwowy. W pompie wstawione zostały zaworki zwrotne od Leylanda, które mają większą przepustowość. Teraz pompa wtryskowa odpowiada temu, co znamy z C-330. Wymieniłem także końcówki wtryskiwaczy na takie jak w silnikach Perkinsa. Założona została także pompa zasilająca od kombajnu. Efekt był taki, że podczas kolejnego pomiaru na hamowni, dwa lata temu, udało się z tego ciągnika wykręcić aż 42 KM.

Fabrycznie ten ciągnik ważył ok. 2 ton. Po wszystkich modyfikacjach jego masa wzrosła do 2,5 tony.

Pozostało jeszcze rozwiązać kwestię skutecznego chłodzenia silnika. W tym celu konstruktor wymienił misę olejową na większą 10-litrową. Ponadto do traktora, tuż przy wentylatorze, dołożona została chłodnica oleju w postaci wężownicy, na wzór tej znanej z mocniejszych ciągników Władimirec T30.

– Ciągnik nie ma problemów z przegrzewaniem się. Temperatura dochodzi do 80–90 stopni i dalej nie wzrasta. Zresztą, aby przyjechać na ten zlot musiałem w ponad trzydziestostopniowym upale pokonać ponad 60 kilometrów. Nie musiałem się nawet zatrzymywać, aby schładzać motor – podkreśla konstruktor.

Do traktora dołożona została chłodnica oleju w postaci wężownicy.

Atutem kompresora, na tle turbiny, jest liniowy przyrost mocy. Dzięki temu dodatkowa moc jest dostępna praktycznie od uruchomienia silnika. Jednak takie rozwiązanie ma też swoje wady, bowiem przy kompresorze część mocy silnika zużywana jest na jego napęd, natomiast w przypadku turbosprężarki takie straty nie występują, bo wykorzystywana jest energia gazów, która i tak jest marnowana. Turbosprężarka daje większe przyrosty mocy, bo jest w stanie generować większe ciśnienie doładowania, no i tak doładowany silnik spala mniej paliwa niż ten z kompresorem. Ale prosta budowa kompresora i brak ekstremalnych warunków pracy sprawiają, że jest to element, który przez wiele lat może służyć bezawaryjnie.

– Traktor pracuje w gospodarstwie. Wykonuje orkę, wywozi obornik czy kosi łąki. Dzięki wyższej mocy łatwiej i szybciej wykonuje te zadania, no i nie dusi się, gdy trafi na trudniejsze warunki. Ale nie ma nic za darmo. Gdy wcześniej jego spalanie w lekkich i średnich pracach wynosiło od 2 do 3,5 litra na motogodzinę, to teraz w takim samym czasie zużywa nawet 5 litrów paliwa – informuje Marcin Świątek.

Aby zmienić kierunek jazdy w omawianym traktorze nie trzeba się schylać. Takie możliwości daje dźwignia rewersu umieszczona pod kierownicą.

Oprócz modyfikacji silnika, traktor otrzymał mocniejszą pompę hydrauliczną o wydajności 16 l/min, szersze opony, zmieniony tłumik, dodatkowe obciążniki, elektryczne wspomaganie od Renault Megane, spryskiwacze przedniej i tylnej szyby, system nagłośnienia w kabinie, dodatkowe oświetlenie czy przerobione drzwi z siłownikiem i zamkiem od MTZ. Ciekawym rozwiązaniem jest też to, że aby zmienić kierunek jazdy nie trzeba się schylać. Takie możliwości daje dźwignia rewersu umieszczona pod kierownicą, która jest sterowana linką wprost z wodzika. Czy w tym traktorze będzie jeszcze coś przerabiane?

– Myślałem kiedyś o dołożeniu przedniego napędu, ale to wiąże się ze sporymi kosztami. Rozważam zmianę miejsca zamocowania intercoolera, co zwiększyłoby skuteczność jego działania. Ale to wiązałoby się z modyfikacją zbiornika paliwa, a to byłaby już spora ingerencja w konstrukcję traktora – kończy Marcin Świątek.