Po publikacji 10 kwietnia br. posta na Facebooku na kanale Farming Hunter o kombajnach Long 5000, na wpis odpowiedział Troy Hallauer, zamieszczając zdjęcia takiej maszyny z pytaniem: „Czy ktoś go chce?”. Niestety kombajn jest w fatalnym stanie – stoi w krzakach i nie jest kompletny.
Ten egzemplarz jest jednym z 210 Bizonów, które w marcu 1975 roku, na prośbę amerykańskiej firmy Long z Tarboro (stan Karolina Północna), zostały wysłane do USA. Jest drugim odnalezionym egzemplarzem. Pierwszy Long 5000 odnalazł się w Nebrasce w 2019 roku. Wiadomo, że przez ponad 35 lat stał w szopie z powodu awarii. Obecnie maszyna jest prezentowana na kanale YouTube „MICHAEL Z U.S.A.”.

Wysłane z FMŻ do USA kombajny miały niebieskie barwy, charakterystyczne dla firmy Long, która była m.in. dystrybutorem traktorów Ursus w Stanach Zjednoczonych. Od krajowych Bizonów różniły się m.in. tym, że posiadały klimatyzację firmy King, amerykańskie szarpacze słomy oraz automatyczny system kopiowania hedera w tzw. pozycji pływającej marki W&M Robot. Otrzymały także rozsuwaną tylną oś, która pozwalała prowadzić tylne koła po śladach i zwiększała stabilność maszyny. Około 10–15 procent kombajnów wyposażono również w napęd hydrostatyczny firmy Sundstrand.

Wraz z kombajnami do USA „popłynęły” również lubelskie hedery, tyle że bez nagarniaczy. Te montowała firma Long, stosując nagarniacze identyczne jak w kombajnach John Deere 213. Amerykański dystrybutor nie zamawiał też wózków do hederów, ponieważ twierdził, że amerykańscy farmerzy ich nie używają. Dzięki temu możliwe było zamontowanie nad tylną osią dodatkowej osłony, która miała zapobiegać gromadzeniu się słomy na tylnej belce.

Zdecydowana większość kombajnów Long pracowała w USA przy zbiorze soi. Niestety w tamtym czasie soi w Polsce nie uprawiano, więc konstruktorzy z FMŻ w Płocku mieli niewielką wiedzę na temat tej rośliny. W efekcie zaczęły pojawiać się problemy eksploatacyjne. Soję kosi się tuż przy ziemi, co powodowało, że do hederów przedostawało się dużo ziemi, która ścierała elementy robocze, takie jak blachy, ślimaki czy łopatki. Elementy te zaczęły się szybko zużywać i pękać. Wśród amerykańskich farmerów zaczęła krążyć opinia, że kombajny Bizon nie nadają się do zbioru soi, dlatego firma Long miała problemy ze sprzedażą sprowadzonych maszyn. Na placach pozostało około pięćdziesięciu egzemplarzy, które następnie wysłano koleją do Meksyku. Problemy techniczne doprowadziły do zerwania współpracy między amerykańską firmą Long a FMŻ oraz do zaniechania kolejnych zamówień.













