Gdy w maju 1999 roku z Zakładu im. Małyszewa w Charkowie zjechał pierwszy zbudowany na bazie Bizona BS-a kombajn Obrij, ogłoszono, że rocznie może powstawać nawet 2000 takich maszyn. Skończyło się na około 100 wyprodukowanych kombajnach.

To była historia bez happy endu. Zaczynała się jednak optymistycznie. W lutym 1997 roku w Kowlu, położonym w północno-zachodniej części Ukrainy, zaczęła działać spółka joint venture Bizon–Ukraina. Jej celem był montaż kombajnów Bizon Z058 Rekord i wejście z tymi maszynami nie tylko na rynek ukraiński, ale także do innych krajów postsowieckich. Pieczę nad tym przedsięwzięciem sprawował płocki Bizon, do którego należał większościowy pakiet spółki. Mniejszościowym udziałowcem była ukraińska spółka Kowelsielmasz. Niestety, pomysł nie wypalił, bo zamiast wyprodukowania jeszcze przed żniwami 1997 roku około 50–55 kombajnów, z dostarczonych z Polski części powstało tylko osiem takich maszyn. Ta inwestycja miała jednak również swój atut – stała się przyczółkiem do kolejnej, która miała już większe szanse powodzenia.

W 1997 roku polskimi kombajnami zainteresowała się pochodząca z Charkowa firma inwestycyjna JSB UkrSibInKor. Celowała w duże gospodarstwa położone na wschodzie Ukrainy, dlatego w kręgu jej zainteresowania znalazły się kombajny Bizon BS-Z110. W tym samym roku podpisała ze spółką Bizon kontrakt, wedle którego w pierwszej turze na Ukrainę miało trafić 50 wyprodukowanych w Płocku takich maszyn. Drugi etap kontraktu zakładał uruchomienie wspólnej produkcji kombajnów BS w Charkowie, w Zakładzie im. Małyszewa.

– Gdy nasi pracownicy udali się do tego zakładu, byli pod ogromnym wrażeniem. Zastali tam nowoczesne maszyny produkcyjne zachodnich producentów – wspomina Józef Dębski, wieloletni pracownik płockiej Fabryki Maszyn Żniwnych, a potem spółki Bizon.

Dlaczego ukraiński inwestor postawił na kombajny Bizon BS? Bo bardzo dobrze spisywały się podczas testów na Ukrainie. Osiągały wysoką wydajność i – jak wówczas podkreślano – charakteryzowały się doskonałymi walorami technicznymi i ekonomicznymi. Duże znaczenie miała również ich cena, która była niższa niż w przypadku kombajnów zachodnich producentów. W ramach kontraktu przewidzianego na lata 1997–1998 w pierwszej partii na Ukrainę wysłano około 20 kombajnów. Ich finansowanie gwarantowała linia kredytowa. Ubezpieczeniem kontraktu ze strony polskiej zajęła się Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych, natomiast od strony ukraińskiej gwarancje udzielił gubernator Charkowskiej Obwodowej Administracji Państwowej. Niestety, w trakcie realizacji pojawiły się problemy z płatnościami za dostarczone maszyny. Aby nie doszło do zerwania kontraktu, ukraińska strona zwiększyła liczbę zamówionych kombajnów do 180 sztuk, jednocześnie wydłużając termin płatności.

Umowa zakładała uruchomienie produkcji kombajnów na Ukrainie na bazie zakupionej przez stronę ukraińską dokumentacji. Udało się to sfinalizować w maju 1999 roku, kiedy w Zakładzie im. Małyszewa w Charkowie powstał pierwszy kombajn, który przyjął nazwę Obrij (z ukraińskiego horyzont). W 85 proc. składał się z polskich części. Tylko 15 proc. stanowiły elementy pochodzące od ukraińskich dostawców. Oczekiwano jednak, że z czasem udział rodzimych komponentów będzie systematycznie rósł. W ciągu dwóch lat proporcje miały się zmienić na tyle, że kombajn w 80–90 proc. miał być produkowany z ukraińskich podzespołów. Plany były ambitne. Już w 1999 roku w Charkowie miała powstać pierwsza partia 50 kombajnów Obrij, z czego – jak informowano – jeszcze przed rozpoczęciem montażu kilkanaście znalazło nabywców. Liczono, że w ciągu trzech lat produkcja osiągnie poziom 1000 maszyn rocznie, a za pięć lat z linii montażowej będzie zjeżdżało nawet 2000 kombajnów rocznie. Niestety, plany – jak tłumaczyła ukraińska strona – załamały się na skutek pogorszenia sytuacji ekonomicznej ukraińskich gospodarstw. Warto dodać, że w tamtym czasie oprocentowanie pożyczek na Ukrainie sięgało 25–30 procent. JSB UkrSibInKor próbował rozwiązać problem braku pieniędzy u rolników, oferując im leasing kombajnów, rozliczenie zakupu plonami czy finansowanie zakupu maszyn za pomocą kredytów. Niestety, działania te nie przyniosły oczekiwanych rezultatów, dlatego inwestor sukcesywnie ograniczał środki przeznaczane na produkcję kombajnów. Liczono, że z czasem części i podzespoły wyprodukowane na Ukrainie i dostosowane do tych kombajnów znajdą zastosowanie także w kombajnach zbożowych Bizon montowanych w Polsce.

– Do fabryki w Płocku trafiała m.in. skrzynia biegów wykonana w zakładach w Charkowie. Ukraińska strona dostarczyła nam również dokumentację do silników. Problem był taki, że ich motor był o około 30 cm dłuższy od silników, które stosowaliśmy. Gdybyśmy go zastosowali w kombajnie, wystawałby poza zewnętrznego gabaryty kombajnu. Mimo wszystko Ukraińcom udało się go jakoś wstawić do kombajnów – dodaje Józef Dębski.

W produkcję kombajnów Obrij zaangażowanych było ponad dwadzieścia charkowskich przedsiębiorstw. W maszynach montowano sześciocylindrowy silnik SMD-31 z charkowskiej Fabryki Silników „Sierp i Młot”. Niestety, mimo pomysłów inwestora zainteresowanie kombajnami wśród ukraińskich rolników nie zwiększało się, dlatego rocznie produkowano tylko po 10–20 takich maszyn. Przez to z każdym kolejnym rokiem ukraiński inwestor miał coraz większe zadłużenie. W 2003 roku sięgnęło 4,5 mln dolarów. Efekt był taki, że w 2007 roku JSB UkrSibInKor ogłosił zakończenie produkcji kombajnów. W ciągu kilku lat działalności – jak podała ukraińska strona – udało się wyprodukować zaledwie około 100 takich maszyn.