Trudno w to uwierzyć, ale – jak informuje niemiecki dziennik Augsburger Allgemeine – jeden z pracowników fabryki Fendta w Asbach-Bäumenheim ukradł ponad 1000 lamp przeznaczonych do kabin ciągników rolniczych. Ich łączną wartość oszacowano na około 90 tys. euro.
Proceder trwał przez kilka lat. Jak to możliwe, że nikt go nie zauważył? Wynikało to ze sposobu organizacji pracy. Po złożeniu zamówienia przez pracowników lampy trafiały z magazynu na linię montażową. Niewykorzystane na koniec zmiany pozostawały na stanowiskach pracy, a pracownicy kolejnej zmiany nie wiedzieli, ile elementów powinno się tam znajdować. W przypadku ich braku zamawiali więc kolejne lampy z magazynu. Ponieważ każdego dnia w zakładzie montowano setki takich elementów, systematyczne ubytki pozostawały niezauważone. Dopiero podczas kontroli stanów magazynowych ujawniono skalę braków.

45-letni oskarżony sprzedawał skradzione lampy przez internet. Śledczy poinformowali, że podczas przeszukania jego domu znaleziono m.in. potwierdzenia nadania paczek zawierających takie przesyłki. Podczas procesu mężczyzna przyznał, że prowadził sprzedaż wysyłkową, jednak utrzymywał, że oferowany towar nie pochodził z fabryki, lecz od innego dostawcy. Sąd nie dał wiary tym wyjaśnieniom i skazał go na dwa lata i pięć miesięcy pozbawienia wolności. Dodatkowo zobowiązał go do zapłaty 50 tys. euro odszkodowania. Wyrok nie jest prawomocny.













